Rytm mowyJakał się od dzieciństwa, ale czy jest to wada wrodzona, czy nabyta nie wie. W pierwszej klasie podstawówki chodził z mamą do logopedy, poprawił mowę, ale nie do końca, bo najzwyczajniej w świecie się zbuntował. Krzysztofa znałem jeszcze z czasów pracy trenerskiej. Był moim podopiecznym, robił postępy i trafił do zespołu drugoligowego. Kiedy kilka dni temu wszedł do redakcji mówiąc rozwklekle "dziieeńń ddooobbrryyy", już miałem na języku słowa: "przestań się zgrywać i nie rób z siebie...". Na szczęście słów tych nie wypowiedziałem, bo przyszła refleksja, że to ktoś podobny lub coś się wydarzyło. I rzeczywiście - Krzysztof jest w trakcie terapii likwidującej jąkanie. Jako siedmiolatek, po pierwszym etapie terapii nie chciał dalej ćwiczyć. Płakał i uciekał z domu. Mama bojąc się nerwicy u dziecka, odpuściła i tak zostało. Otoczenie przyjmowało go takim, jakim był, a on zacinał się raz więcej, raz mniej. Czasami ktoś się wysmiewał, ale on na to nie reagował. - Potrafiłem się kamuflować i niektórzy nie zauważali mojego jąkania - opowiada o tamtych czasach. Najgorzej było jednak w szkole. Idąc do odpowiedzi, wpadał w panikę, że choć materiał ma "wykuty na blachę", to się "zatnie" i będzie klapa. - To był strach, który siedział we mnie - wspomina. Problemy miał też w sklepie, szczególnie wtedy, gdy miał kupić ketchup. Nigdy nie potrafił wypowiedzieć tego słowa. A jeżeli już sie udało, to zawsze trochę to trwało. Dwa lata temu obejrzał w telewizji program o ludziach, którzy się jąkali, a jego bohaterem był chodzący do tej samej szkoły podstawowej co on i mający takie same problemy - Henryk Czich z zespołu "Universe". To było jak bajka, w którą trudno uwierzyć. Ale myśl,że jąkania można sie pozbyć - została zaszczepiona. Do poddania się terapii mobilizowała go też sympatia - Aneta, która pomogła znaleźć terapeutę, a raczej ośrodek terapeutyczny. W Polsce na 400 tysięcy jąkających się, są tylko dwa takie ośrodki: w Kołobrzegu i Mikołowie. Powiedział "koniec z jąkaniem, udało się innym, więc uda się i mnie" i pojechał do Mikołowa. Terapię rozpoczął 21 lipca tego roku. I to był ostatni dzień, w którym się "zacinał". Leczenie jąkania, to najprościej ujmując, zastępowanie starej mowy - nową. Pierwsza faza trwa 14 dni i w tym czasie trzeba się uczyć mówić od nowa. Poprawnie oddychając, wymawiając samogłoski i spółgłoski, ćwicząc wydawanie głosu i stosując ćwiczenia rozluźniające. Przez pierwsze dzięsieć dni obowiązywał zakaz mówienia - Rozmawialiśmy za pomocą zeszytów. Jeśli chciało się coś powiedzieć, to trzeba było to napisać. Pracowaliśmy w ośmioosobowej grupie, plus osoby towarzyszące - wylicza Krzysiek. - Ze mną przez tydzień była Aneta i przez tydzień mama. I pomocy nie da sie ocenić. Można je tylko podziwiać i wyrazić im swoją wdzięczność. W połowie terapii doszła "zasada ręki". Ręka wystukuje wolny rytm mowy i oddychania, które wskazuje kciuk. To wystukiwanie rytmu sylab i słów potrafiło przemóc rodzaj specyficznego strachu przy kontaktach z otoczeniem. A tych nie można się bać i Krzysztof się nie boi. Rozmawia z ludźmi, nie wstydzi się z nimi dyskutować i nie peszą go nawet początkowe uśmieszki jego rozmówców. On doskonale zdaje sobie sprawę, że może mówić prawie normalnie, ale zasady wolnego wypowiadania słów nie wolno złamać. Gdy się ją złamie, nakłada się na siebie karę w postaci zadania 10 pytań nieznajomym. Skutkuje. Wie, że całkowita terapia trwa około roku i po tym okresie jąkanie stanie się przeszłością. Ale już teraz twierdzi, że "czuje wielką ulgę i wydaje mu się, że jest nowo narodzonym młodzieńcem". Z przyjemnością pójdzie na trening piłki ręcznej, bo tam można krzyczeć. - Krzyk pozwala słyszeć samego siebie. A to ogromna radość - przekonuje Krzysztof. Poza tym, zasady terapii mowy i treningu są takie same. Trzeba z uporem powtarzać te same elementy, aż dojdzie się do mistrzostwa. Bohater tej opowieści uczy się w pomaturalnej szkole dla fizykoterapeutów. Ale już dziś mysli o otwarciu ośrodku terapii mowy w Rudzie Śląskiej. - Przecież na każdym kroku spotyka się ludzi w różnym wieku, którzy mają problem z wypowiedzeniem swoich myśli. I nawet nie wiedzą, że tę chorobę można wyleczyć. Dlatego też trzeba im o tym powiedzieć. To nie jest takie trudne i wcale nie takie straszne - Tłumaczy Krzysiek - Krótko mówiąc : Nie ma się czego bać.
|