Strach przed słowem

Wokół jąkania narosło wiele stereotypów. Nawet częśc rodziców jąkających się dzieci, jak i nauczyciele, uważają jąkanie za niewyleczalną wadę. A przecież tę dolegliwość można i należy leczyć. Nieodzowna jest współpraca nie tylko z doświadczonym logopedą, ale przede wszystkim z psychoterapeutą. Wbrew temu co się powszechnie sądzi, nie chodzi jedynie o właściwą pracę organów mowy, czy prawidłowy oddech, ale w głównej mierze o wyzbycie się lęku komunikacyjnego i odważne wchodzenie w relacje społeczne, pozbycie się lęku lub poczucia zawstydzenia.

O swojej historii opowiada MAŁGORZATA KACZMARCZYK. Dedykujemy ją przede wszystkim nauczycielom. Oczywiście nie zastąpi to wiedzy, którą należy w sposób przemyślany i systematyczny rozwijać. Niemniej, jeśli wczujemy się w sytuację osoby dotkniętej tą dolegliwością, wówczas łatwiej nam będzie wyobrazić sobie, co z powodu swej niepłynności mówienia może odczuwać.

Czy zna pani przyczyny swojego jąkania? Czy ta przypadłość wiąże się bezpośrednio lub pośrednio z jakimś konkretnym wydarzeniem zapamiętanym z dzieciństwa?
Jeśli nawet, to ja o tym nie wiem. Jąkałam się, odkąd pamiętam. Nie wiadomo jak to się zaczęło i dlaczego. Nikt w rodzinie najbliższej i dalszej na to nie cierpiał. Po prostu na mnie wypadło.

"Jeśli jąkanie wczesnodziecięce traktować jako swoisty rodzaj zachowania, to na jego symptomatykę największy wpływ mają osoby z najbliższego otoczenia, a więc rodzice i nauczyciele. To od nich w dużej mierze będzie zależało, czy dziecko popadnie w logofobię, czy też stanie się ufnym, otwartym na innych człowiekiem. Błędy popełniane przez najbliższych wobec osoby jąkającej się wynikają najczęściej z braku wiedzy lub lęku przed nieznanym."

Czy pani doświadczenia potwierdzają tę opinię?
W pełni. Szkołę podstawową zapamiętałam jako pasmo porażek, klęsk, cierpień i upokorzeń. Te nauczycielki, które nie widziały problemu i każdą moją próbę wypowiedzi kwitowały oceną dostateczną. Żyłam w ciągłym strachu przed słowem. W końcu przeczytanie tekstu, czy wiersza stało się niemożliwością. A poza szkołą zakupy, czy rozmowa przez telefon urastały do strasznego problemu.

Jak pani próbowała z tym walczyć?
Wmawiałam sobie, że inni mają gorzej, przecież nie jeżdżę na wózku, widzę i słyszę.

A jakie były pani relacje z rówieśnikami?
Wszystkie moje kontakty z ludźmi, w tym również z koleżankami i kolegami, były powierzchowne. Nigdy nie miałam przyjaciółki, bo przyjaźń wymaga otwarcia i mówienia o sobie. A jak to zrobić, jeśli nie można wymówić własnego nazwiska. I ten lęk, co paraliżuje całe ciało. Lęk, że ktoś się dowie. Każde moje zająknięcie stawało się kataklizmem. Choć czasem nikt nie zauważył tego, to było we mnie. I było potężne!

Dlaczego jąkanie, jak pani powiedziała, jest we mnie?
Bo jąkanie jest wewnątrz. To napięte do granic możliwości ciało i ciągłe skupienie na tym jak, a nie co powiedzieć. Nauczyłam się więc maksymalnie skracać swoje wypowiedzi. Cały sens zawrzeć w jednym zdaniu, takim, które mogę wypowiedzieć. W ten sposób przylgnęło do mnie określenie "małomówna. Choć tyle myśli w głowie i tyle do powiedzenia...

Czy skończyła pani szkołę średnią?
Nie tylko. Mimo jąkania, skończyłam studia, Wydział Architektury i znalazłam pracę w moim zawodzie. To mój największy sukces. Starałam się realizować swoje plany i żyć w miarę normalnie. Ale nie było to życie w pełnym wymiarze. Cały czas czułam, że jest ono właśnie mimo tego czegoś, co jest potężne i nie do pokonania. Aż do 21 lipca tego roku.

Dlaczego to jest tak ważna data?
Bardzo ważny dzień. 21 lipca rozpoczęłam terapię. Po raz pierwszy poczułam nadzieję i szansę na nowe życie. Przede mną rok ciężkiej pracy. Bo to nie jest proste. Wymaga dużo siły i samokontroli.

W ramach terapii musiała pani odwiedzić instytucje i porozmawiać z osobami, które deprymują nawet normalnie mówiących - prezydentem, profesorem uczelni, prezesem itp. Miedzy innymi trafiła pani do naszej redakcji. To prawda, że pani się nie jąka, ale w to miejsce nienaturalnie przedłuża samogłoski. Jakies są reakcje ludzi?
Zgadza się, tempo, którym mówię, jest bardzo wolne, a to powoduje, że ludzie słysząc mnie różnie reagują. Początkowo jest to wielkie zdziwienie, czasem nieprzyjemne reakcje, ale częściej zaciekawienie i chęć pomocy. Inni sądzą, że strasznie się męczę mówiąc w ten nienaturalny sposób. Ale dla mnie jest to otwarcie zamkniętych dotąd wrót. Dopiero teraz słyszę i rozpoznaję swój głos, jego barwę i siłę. Teraz odkrywam tę prawdę, że mówienie jest przyjemne, rozluźnia i uspokaja. Wreszcie mogę rozmawiać z każdym i o wszystkim. Mogę też mówić o swoim problemie. Przez całe życie był to temat tabu, o tym się nie mówiło. Ja nie byłam w stanie, a inni może z obawy przed moją reakcją, a może z przyzwyczajenia. Teraz mówię o tym chętnie, bez poczucia wstydu, czy winy. Nie przejmuję się też reakcją ludzi, ani tym, co sobie o mnie pomyślą. Gdy się jąkałam, każda taka sytuacja była dla mnie porażką - znowu ktoś zauważył!

Sama jednak pani stwierdziła, że i obecnie spotyka się z różną reakcją. Dlaczego pozbyła się pani lęku i wstydu?
Ponieważ wiem, że mają pełne prawo dziwnie patrzeć, skoro moje tempo jest bardzo wolne. Ja to zaakceptowałam. Teraz moje mówienie jest nie porażką, ale sukcesem.

Dziękuję za rozmowę i życzę szybkich postępów
Rozmawiał : MAREK JURKIEWICZ
Nowiny Gliwickie
23.10.2003 nr.43