CHOROBA NIEWYPOWIEDZIANYCH MYŚLI

 

GDY NIE MOŻNA WTRĄCIĆ TRZECH GROSZY...

 

Kiedy rozmawiam z Tomkiem i słyszę, jak mówi, to wstyd przyznać, ale w pierwszej chwili myślę, że żartuje albo przeprowadza jakiś eksperyment, badając reakcje ludzi. Długo przeciąga sylaby i moduluje swój głos, patrzy mi prosto w oczy. W kilku zdaniach wyjaśnia jednak wszystko. To nie żaden eksperyment. Bynajmniej. To jego życie.

 

20 LAT WEGETACJI

Tomek Uryga z Goleszowa ma 26 lat. Przez większą część swojego życia jąkał się. Dokładnie nie pamięta, kiedy się to zaczęło, ale najprawdopodobniej był to moment pójścia do szkoły podstawowej. Zmiana środowiska, nowi koledzy, nowe obowiązki. Wszystko to spowodowało, że w chłopcu coś pękło i przestał mówić w płynny sposób. - Na początku mama nie dostrzegała mojego problemu i nieświadoma wysyłała mnie do sklepów, do sąsiadów, nie mogła zrozumieć, dlaczego nie chcą iść. A ja tak bardzo chciałem, ale nie mogłem załatwić nawet najprostszej sprawy – wspomina -Tomek.

Najgorzej było podczas odpowiedzi na lekcjach. Nerwy nie były jego sprzymierzeńcem. Zdarzało się, że nie potrafił nic z siebie wykrztusić. Każda wypowiedź była stresem, a im bardziej starał się nie zająknąć, tym efekt jego wysiłków był bardziej opłakany. Koszmar powiększała jeszcze reakcja otoczenia. Z biegiem lat w Tomku narastała frustracja i złość. Nie mógł powiedzieć innym, co czuł, co myślał, nie brał udziału w dyskusjach, nikt nie wiedział, jaki jest naprawdę. Środowisko odbierało go jako nieśmiałego i małomównego, nie wiedząc, że w istocie mieszka w nim bardzo inteligentny i oczytany gaduła z olbrzymim poczuciem humoru.

- Jąkanie się bardzo skutecznie utrudniało mi życie. W szkole podstawowej nie miałem tylu spraw do załatwienia i unikałem mowy jak tylko się dało. W liceum było coraz gorzej, nie mówiąc już o studiach - przypomina sobie Tomek. Jedno jest pewne, byłby dobrym aktorem. Przez 20 lat mocno kombinował, by zataić swoją dolegliwość. - W towarzystwie bliskich znajomych i osób mówiłem le-

piej, a wśród obcych ograniczałem się do prostych zdań. Mówiłem wtedy tylko te wyrazy, które nie sprawiały mi problemu, przy których istniało najmniejsze prawdopodobieństwo tego, że się zająknę. Nie używałem prawie wcale słów zaczynających się na „j" i „ k ". Moja mowa stawała się wtedy bardzo prymitywna -snuje Swą opowieść Tomek. Dziś te 20 minionych lat nazywa wegetacją. Bo jąkanie się to nie tylko wada wymowy, ale także mur oddzielający od ludzi, wielka samotność i lęk przed światem. Wagę problemu dostrzeżono osiem lat temu i datę 22 października ustanowiono Światowym Dniem Osób Jąkających Się.

DO STANÓW PO MARZENIE

Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym Towarzystwa Ewangelickiego w Cieszynie, zaczął studia na Politechnice Krakowskiej, na kierunku mechanika i budowa maszyn. Samochody to jego ■życiowa pasja. - Te studia były moim marzeniem, ale ku mojemu zdziwieniu przez pierwsze trzy lata nie miałem żadnego przedmiotu związanego z motoryzacją i były chwile, że zastanawiałem się, czy to ma sens, ale na czwartym roku wszystko się zmieniło - opowiada Tomek. O samochodach potrafi mówić godzinami. Kiedyś będzie jeździł chevroletem camaro, koniecznie z 1969 roku. Uparł się na niego strasznie.

Studia skończył prawie trzy lata temu, ale jeszcze nie obronił pracy magisterskiej, choć miał ją gotową na długo przed terminem. Zostawił ją w kraju i wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Po kolejne marzenie -jazdę amerykańską ciężarówką. Pobyt za oceanem przedłużył się

do ponad dwóch lat. - To była świadoma ucieczka przed rzeczywistością, która mnie czeka po studiach, przed schematem: żona, dzieci, praca. Ale jak można się było spodziewać, w Stanach też trzeba było mówić, więc mój prawdziwy problem nie zniknął. To było błędne koło, droga donikąd.   Trochę

czasu minęło, nim to zrozumiałem - opowiada Tomek. Po powrocie zdecydował się coś zrobić ze swoją dolegliwością. 14 września rozpoczął leczenie w Centrum Terapii Jąkania w Mikołowie. Terapia odbywa się w małych grupach i trwa dwa tygodnie przez kilka godzin dziennie.

POWTÓRNE NARODZINY

- Przez pierwsze dziesięć dni nie mogliśmy nic mówić, porozumiewaliśmy się tylko za pomocą kartek. To milczenie miało na celu zapomnienie starej mowy. Potem uczyliśmy się jej od podstaw, sylaba po sylabie, słowo po słowie - wyjaśnia Tomek. W czasie naszej rozmowy zauważam, że jego prawa dłoń w rytm mówienia przesuwa się powoli po udzie. Zanim zaczyna mówić, jego kciuk wędruje do przodu. To nie żaden nerwowy tik, lecz jeden z etapów terapii. - Uczymy się „ mówić z ręką ". Ona daje nam spokój i potrafi rozluźnić cale ciało w kilka sekund. Na każdym etapie pracuje inaczej. W pierwszym każdy palec zaczyna sylabę, a kciukiem wyznacza się tempo. Jestem teraz na drugim szczeblu i nie używam już wszystkich palców - tłumaczy Tomek. W sumie jest siedem

etapów, a każdy z nich jest stopniowym upłynnianiem mowy. Jej pełne odzyskanie to długotrwały proces pracy nad sobą. Może potrwać nawet kilka lat.

- Daleka droga przede mną, ale już teraz mogę mówić to, co chcę. Nie każdemu chce się mnie słuchać, ale nie przejmują się tym, to już nie mój problem. Dostałem drugie życie. W końcu mogę pokazać, jaki jestem naprawdę, bez obawy, że się zająknę. Mam tyle pomysłów, że chyba nie starczy mi życia, aby je wszystkie zrealizować. Chcę poznać świat i przeżyć mnóstwo przygód. Zbyt długo chowałem się przed życiem - uśmiecha się Tomek.

Codziennie wychodzi do ludzi i zadaje im pytania. To kolejny element terapii. -Jąkanie siedzi w społeczeństwie. Kiedy jestem sam i mówię do siebie, to się nie jąkam - dodaje chłopak. Reakcje ludzi na jego powolną mowę są różne, od współczucia po złość i wyśmiewanie. Czasami odbierany jest jako narkoman albo pijak. Wiele osób pogania go, albo nie pozwala dokończyć zdania. On jednak nie przejmuje się niczym. Jest wielkim optymistą, no i uparł się nie tylko na tego chevroleta. On będzie mówił. Jeszcze go usłyszymy.

 

DOROTA KREHUT-RASZYK