„Mistrz slalomów”
O swojej walce z jąkaniem opowiada tegoroczny maturzysta Liceum Ogólnokształcącego im. Mieszka I w Świnoujściu Tomasz Romantowski z Lubina. - Mówisz o
sobie żartobliwie -mistrz slalomów. 0 co chodzi z tymi slalomami? - To
zastępowanie stów trudnych do wypowiedzenia dla osoby jąkającej się na inne,
łatwiejsze, ale o tym samym znaczeniu. Takie omijanie „narciarskim
slalomem" tych trudnych stów. Podam przykład. Jeszcze do niedawna nigdy
nie pytałem „która jest godzina?", bo wiedziałem, że zatnę się przy
słowie „która". Zamiast tego mówiłem „jaka jest godzina?" Następny
przykład. Mam przyjaciela, który ma na imię Adrian. Wypowiedzenie tego
imienia, to był dla mnie horror. Zawsze, gdy do niego dzwoniłem, to nie
pytałem „czy zastałem Adriana?", tylko „czy jest mój przyjaciel?".
To są właśnie te slalomy. Nie zawsze to się udaje. W moim przypadku
najgorzej było na zakupach. Często wychodziłem ze sklepu z czymś, czego wcale
nie chciałem kupić. Po prostu przy ladzie okazywało się, że wypowiedzenie nazwy
towaru, który chciałem, było dla mnie zbyt trudne. Wtedy prosiłem szybko o
coś innego. Nieważne co. Ważne, żebym potrafił to powiedzieć bez jąkania.
Albo udawałem, że zapomniałem nazwv i mówiłem do sprzedawcy „poproszę...
ojej, jak to się nazywa...". Często robiłem tak w sklepiku kościelnym,
gdy chciałem kupić gazetę „Gość niedzielny". Stawałem przy okienku i
udawałem, że wypadła mi z głowy nazwa gazety. W końcu pokazywałem palcem „o
to chcę". Przez kilkanaście lat robiłem wszystko, aby ukryć
swoje jąkanie. Byłem w tym tak dobry, że nawet ksiądz z kościoła, w którym co
niedzielę czytałem pismo święte, nie zorientował się. - I nigdy
nie miałeś dość tego ukrywania? Przez tyle lat? - Pewnie,
że miałem. To co widać na zewnątrz, to tylko 30 procent problemu jąkających
się. Reszta jest w środku, w człowieku. Długo da się to maskować, ale to
wykańcza. Jąkanie zaczyna się w ustach, z czasem przechodzi jednak na całe
ciało i przejmuje nad nim kontrolę. Stosowanie slalomów sprawiało, że w jednej chwili
miałem w głowie prawdziwą burzę mózgu. W przypadku niektórych słów, miałem
stałe ich zamienniki. Ale kiedy pojawiało się jakaś nowa sytuacja nowe słowo,
które nagle musiałem szybko zastąpić innym, to przeżywałem koszmar. Długo
jednak myślałem, że tak po prostu musi być i już. - A w szkole? - Jąkanie
jest straszne w każdym wieku. Ono kieruje całym człowiekiem. Ma charakter
falowy. Raz jest gorzej, raz trochę lepiej. U mnie po raz pierwszy pojawiło
się, gdy miałem 4 lata. Potem był okres, gdy jąkałem się znacznie mniej.
Nasiliło się, gdy poszedłem do szkoły podstawowej. Wtedy zacząłem stosować
slalomy. Potem przez jakiś czas było lepiej i tak jakoś szło... Ze zdwojoną
siłą jąkanie powróciło w liceum. Sądzę, że wpływ na to miały emocje i stres
związany z nowym środowiskiem. Na pierwszych lekcjach drżałem, żeby tylko
nauczyciele nie wzięli mnie do odpowiedzi. Nie dlatego, że nie umiałem, tylko
bałem się reakcji innych uczniów, gdy usłyszą jak się jąkam. Długo jednak nie
udało mi się utrzymać tej mojej tajemnicy. W końcu wszyscy - nauczyciele i
uczniowie - zorientowali się. Na szczęście nikt się ze mnie nie śmiał. Byty za to zabawne sytuacje. Na
przykład podczas pracy w grupach. Wszyscy wiedzieli, że chętnie pomogę w
przygotowaniu na przykład jakiegoś referatu, ale nie ma szans, abym go
później publicznie przedstawił (śmiech). Najgorzej było, gdy na przykład na wycieczce,
poznawałem nowe osoby. Zawsze przedstawiałem się jako ostatni. W ten sposób
miałem trochę czasu na opanowanie emocji i wypowiedzenie w miarę płynnie
zdania czy dwóch. Albo gdy ktoś wiedząc o moim jąkaniu, mówił do mnie „nie
denerwuj się, spokojnie". Takie słowa przynosiły odwrotny skutek.
Jeszcze bardziej się stresowałem. - Co
sprawiło, że nagle postanowiłeś walczyć z jąkaniem? - Punktem zwrotnym była msza w kościele. - Jak to msza? - Jak już
wspomniałem byłem lektorem. Czytałem pismo święte podczas mszy świętej. Przez
długi czas udawało mi się. Ale zawsze wcześniei odpowiednio przygotowywałem
się. Przynajmniej kilka razy czytałem tekst, który miałem później czytać
podczas mszy. Doszedłem do takiej perfekcji, że nawet ksiądz nie zorientował
się w moim jąkaniu. Aż pewnego dnia nie udało się. W trakcie czytania pisma
nagle zaciąłem się tak, że przez długi czas nie byłem w stanie wykrztusić z
siebie ani jednego słowa. Czytanie musiał za mnie dokończyć proboszcz. Wtedy
coś we mnie pękło. Powiedziałem sobie dość, muszę z tym coś zrobić. -I co
zrobiłeś? - Najpierw
trafiłem do poradni w Świnoujściu. Prowadziła mnie pani doktor Kamińska.
Przez dwa lata byłem pod jej opieką. Szczerze mówiąc wielkich efektów nie
było. Dalej się jąkałem. To było bardziej wsparcie psychiczne. Duże wsparcie.
Potrzebowałem tego, ale nie o to mi wtedy głównie chodziło... Pani Kamińska chyba to czuła. Dała mi numer
telefonu do ośrodka leczenia jąkania z Mikołowie na , Śląsku. Umówiłem się i
pojechałem na konsultacje, czy mój przypadek da się wyleczyć. Każde jąkanie
można leczyć, ale nie każde daje się zupełnie wyleczyć. Na szczęście w
Mikołowie uznano, że kwalifikuje się do leczenia W tej chwili jestem na
drugim etapie. Przede mną jeszcze kilka miesięcy walki. Cała terapia trwa
rok. - Jak wygląda taka terapia? - Zacznę
od tego. co mnie najbardziej zaskoczyło (pozytywnie) w tym ośrodku. To fakt,
że pracujący tam terapeuci są osobami, które właśnie wyszły z jąkania. Ich przykład
dał mi wiarę, że i ja mogę się tego pozbyć. A jak wygląda terapia? Przez
pierwsze dziesięć dni wszyscy milczymy. Jak mówi prowadząca ośrodek profesor
Lilia Arutyumian, chodzi o to, że umysł musi odpocząć od zepsutej mowy. W tym
czasie mamy tylko ćwiczenia głosowe. - To jak się porozumiewaliście? -
Pisaliśmy w zeszycie to, co chcieliśmy powiedzieć. Potem od nowa
zaczynaliśmy się uczyć mówić.
Praktycznie od poziomu dziecka, które zaczyna wypowiadać
pierwsze słowa. Drugi etap, to mówienie bardzo, bardzo wolno. Wraz ze zmianą
na wyższy etap mowa staje się coraz bardziej płynna. -I to wystarczy? - Nie. Nie
tylko to. Musimy przełamywać bariery. W tym celu wychodzimy do ludzi. Ja na
przykład byłem na rozmowie z burmistrzem Międzyzdrojów Leszkiem Doroszem.
Teraz rozmawiam z panią. W ogóle dużo spotykam się z ludźmi. - Rzeczywiście mówisz bardzo wolno. Nie obawiasz się, że ktoś może potraktować cię niezbyt poważnie? - To już
nie mój problem, tylko jego. - A tobie samemu nie przeszkadza, że tak wolno mówisz? -
Absolutnie. Wolna mowa uspokaja. - W październiku rozpoczniesz naukę w seminarium duchownym w Szczecinie. Nie obawiasz się trochę jak sobie poradzisz? Jak połączysz terapię i naukę? - Zobaczymy, jak to będzie. Na razie się nie boję.
Liczę na zrozumienie. Mam nadzieję, że prowadzący będą dawać mi więcej czasu
na wypowiedź podczas egzaminów (śmiech). Rozmawiała HANKA LACHOWSKA Fot. SŁAWEK RYFCZYŃSKI |