|
CHŁOPCY
JĄKAJĄ SIĘ CZTERY RAZY CZĘŚCIEJ NIŻ DZIEWCZYNKI „POTWÓR POKONANY” Przez
kilkanaście lat Grzegorz nie był w stanie wydusić z siebie jednego słowa.
Unikał ludzi, tracił wiarę w sens dalszego życia. Po terapii narodził się na
nowo. Dziś 21-letni Grzegorz Ciućka
z Kietrza mówi płynnie, bardzo spokojnie, cały czas patrząc rozmówcy w oczy.
Czasami lekko przeciąga samogłoskę,, ale dla kogoś, kto nie wie, jakiego
potwora zwalczył, może to być zupełnie niezauważalne. „Potwór" to jego określenie
na jąkanie. Zaczął się zacinać, mając sześć
lal. Jego mama natychmiast to zauważyła, ale uznała, że to rodzinny drobny
defekt, bo ona i starszy syn mieli to samo. Katastrofa nastąpiła gdzieś na
początku podstawówki. Pewnego razu pani w szkole kazała mu coś opowiedzieć.
Nabrał powietrza, otworzył buzie. i... nic. Męczył się przez dobrych kilkanaście minut i nie
wydobył z siebie ani jednego słowa. Do dziś pamięta przerażenie nauczycielki,
śmiech dzieci i swój wstyd. Jak to możliwe? Jako pięciolatek umiał już
płynnie czytać. Lubił wierszyki, brał udział w konkursach recytatorskich.
Jeszcze dzień wcześniej, jeszcze na przerwie przed tą feralną lekcją mówił
normalnie. I nagle nic. Tyle gotowych do wypowiedzenia myśli, które nie chcą
się przyoblec w zrozumiałe dla wszystkich słowa. I odtąd tak miało już być przez całą szkołę. - Chodziliśmy od logopedy do
logopedy. Tonący brzytwy się chwyta, więc próbowaliśmy wszystkiego, nawet
leczenia u bioenergoterapeuty. Ćwiczyliśmy w domu. wszystko
na nic - mówi Maria Ciućka, mama Grzegorza. Sam w swoim pokoju potrafił bez
zająknienia czytać na głos. Wystarczyło, że ktoś stanął w drzwiach albo nawet
świadomość, że przez ścianę ktoś może go słyszeć, a potwór jąkania ściskał
gardło i wydobywał się z niego już tylko bełkot. To ściskanie to żadna
przenośnia, ale okropna rzeczywistość. Przy każdej próbie wydobycia słowa
skurcz chwytał wszystkie mięśnie twarzy i szyi, oczy wychodziły na wierzch. - Wieczorami bytem lak
zmaltretowany, jakby inni ktoś twarz obił pięścią - mówi Grzegorz. Tylko z mamą mógł się jakoś
„dogadać". Porozumiewał się z nią pisząc w powietrzu literki. W
podstawówce większość nauczycieli dała mu spokój, oprócz pani z biologii,
która lubiła go złośliwie kilka razy w ciągu lekcji wyrwać do odpowiedzi i za
każdym razem stawiała jedynkę. U pozostałych zaliczał materiał pisemnie. - Ale wcale nie czułem
się przez to lepiej - wspomina Grzegorz. - Nawet
jak dostałem dobrą ocenę, uważałem, że to było pójście na łatwiznę. Z chłopakami z podwórka
wychodził na rower albo pograć w piłkę, ale przyjaciół nie miał, bo z
przyjaciółmi trzeba rozmawiać. Coraz bardziej zamykał się w sobie, po szkole
szybko wracał do domu, bo najbezpieczniej czuł się w czterech ścianach, gdzie
nie groziło mu, że ktoś go nagle o coś zapyla. - Ten strach był najgorszy -
wspomina Grzegorz. - Idąc ulicą, cały czas rozglądałem się na lewo i prawo z
obawy, że ktoś podejdzie i zagadnie, na przykład o godzinę. Cały czas tylko o
tym myślałem. Nawet przestałem nosić zegarek. Nie było mowy, żeby pójść do kiosku,
zrobić zakupy, cokolwiek załatwić. Jak koszmar wspomina
półtoraroczną naukę w rybnickim technikum budowlanym. Nieraz
zarobił tam niezasłużoną jedynkę, bo choć znał odpowiedź na pytanie, nie
potrafił jej udzielić, więc wolał dać zrozumienia, że nie wie, niż narażać
się na jeszcze większy wstyd. Zamienił tę straszną szkołę na eksternistyczną
naukę w ogólniaku. - Żyłem z dnia na dzień, a to
życie coraz bardziej traciło sens - mówi Grzegorz. - Z przerażeniem myślałam o
jego przyszłości - dodaje jego mama. - Dopóki miał nas, rodziców, wiedziałam,
że jakoś to będzie, ale co potem... Już po terapii przyznał się do
samobójczych myśli. O Centrum Terapii Jąkania w
Mikołowie Grzegorz dowiedział się z telewizji. Założyli je Dawid Tomaszewski i Henryk Czich. Czich to ten z zespołu Universe.
Zaczął się jąkać, gdy przestraszył się... krowy. W
śpiewaniu mu to nie przeszkadzało, ale wywiadów z dziennikarzami tul się jak
ognia. Obaj panowie przeszli terapię metodą rosyjskiej profesor Lilii Arutyunian i dziś sami pomagają ludziom, którzy się
jąkają. Uczą ich nowej mowy. - To była dla mnie ostatnia
deska ratunku - mówi Grzegorz. - Rodzice wzięli pożyczkę, by opłacić drogie
leczenie. Pierwszy etap to dwutygodniowa intensywna
terapia. Pracuje się w kilkuosobowych grupach, po 10 godzin, od
rana do wieczora. Najpierw dziesięciodniowe milczenie. Nie wolno nic mówić,
żeby mózg zapomniał o zacinaniu się, odrzucił schemat starej mowy i strach
przed jąkaniem. Tak przygotowuje się psychikę do połączenia mowy ze spokojem.
W tym czasie odbywają się zajęcia relaksacyjne i ćwiczenia oddechowe.
Pacjenci uczą się. pozbywać napięcia, które im dotąd
nieustannie towarzyszyło. Potem rozpoczyna się nauka mówienia -
„wzorcowego" wybrzmiewania podstawowych
dźwięków mowy (spółgłosek i samogłosek), następnie sylab. Gdy już swobodnie
wychodzą, sylabę składa się do sylaby, aż powstaje pierwsze wolne od
zacinania słowo. Na początku trzeba mówić bardzo wolno, w zadanym spokojny
rytmie, wspomaganym przez specjalny ruch ręki. Tak kształtuje się nowy wzorzec
normalnej mowy. I wtedy trzeba się przełamać i z tą nową umiejętnością wyjść
do ludzi, do normalnego życia. - Szóstego dnia terapii musiałem pójść do
miasta i zapytać na ulicy o drogę do kościoła - mówi Grzegorz. -
Po raz pierwszy od wielu lat odezwałem się jak człowiek. To był cud. Po dwóch tygodniach terapii w
Mikołowie Grzegorz cieszył się jak dziecko, gdy sam kupował w kasie bilet na
pociąg do domu. Zaraz po powrocie chwycił za słuchawkę i zaczął obdzwaniać
wszystkie ciotki i kuzynów. Miał 19 lat i pierwszy raz w życiu rozmawiał
przez telefon. A jeszcze niedawno puszczał na cały regulator muzykę, by nie
słyszeć dzwonka i udawać, że telefon, którego nie jest w stanie odebrać, nie
istnieje. - To były drugie narodziny mojego syna - mówi jego mama. - Ta terapia
to jedyne wiano, jakie mu mogłam dać na przyszłość. Pracz cały rok Grzegorz jeździł
jeszcze do Mikołowa na zajęcia korygujące i normalizujące mowę. W domu już
nigdy nie pozwolił, by coś za niego załatwiono.
Radość sprawiało mu chodzenie po urzędach w różnych sprawach. Urzędniczki
zwykle dziwiły się, dlaczego tak wolno mówi. a on
wtedy chętnie opowiadał o terapii i zamiast kilku minut przesiadywał w
urzędzie godzinę.. Każde swobodnie wypowiedziane zdanie sprawiało mu ogromną
radość. Dziś po jego ułomności pozostało
tylko wspomnienie i zapis nagrania jego „mowy", a właściwie
nieartykułowanych dźwięków, jakie z siebie z trudem wydobywał na początku
terapii. To nagranie i drugie - po 14 dniach leczenia - trafiło do archiwów
watykańskich podczas wizyty założycieli mikołowskiego centrum i profesor Arutyunian u Jana Pawła II -jako przykład skrajnego
nieszczęścia, z jakiego dzięki wytężonej pracy i silnej motywacji można się
wydobyć. - Życie stało się normalne -
cieszy się Grzegorz. Niebawem wyjedzie do pracy do
Danii. Chce zarobić na studia. Ma nadzieję, że za rok w październiku będzie
już na pedagogice specjalnej. Zawsze marzył o tym, by pracować z
upośledzonymi dziećmi, żeby pomagać im wyjść z izolacji. Ma wiele planów na
przyszłość. - Odkąd się nie jąkam, nie ma
żadnych barier, by jakiegoś planu nie zrealizować. Teraz wszystko jest
możliwe - przekonuje z błyskiem w oku. Iwona Kłopocka iklopocka@nto.pl Więcej informacji o
mikołowskim centrum i terapii prof. Arutyunian na stronie www.nowamowa.com Jąkanie: upowtarzanie
(tata tata tata kupił mi mi) uprzeciąganie (aaaasami maaam kkkatar) upauzy
(... chcę ... oglądać... telewizję) uzatrzymanie
toku mowy (pozwala na chwilę odpoczynku) uwypełniacze
(ja yyyy kupię yyyy ten yyyy chleb) u„bloki"
- niemożność wypowiedzenia u mowa niezrozumiała u
problemy z oddychaniem (częste wdechy, zachłystywanie się powietrzem) u
współruchy, tiki u
unikanie kontaktu wzrokowego. Po pierwsze: nie zwlekać Z Izabelą Muszyńską logopedą z Miejskiej Poradni
Psychologiczno - Pedagogicznej rozmawia Iwona Kłopocka - Kilkuletnie dziecko zacina się przy mówieniu. Czy od razu należy z
nim iść do logopedy? - Tak. Zalecam to w przypadku
każdego objawu niepłynności mowy, niezależnie od wieku dziecka. Nie nazywam
tego od razu jąkaniem, bo do szóstego roku życia to może być rozwojowy stan
mowy, który minie. Powodem do niepokoju są inne objawy towarzyszące zacinaniu
się - np. napinanie mięśni, obawa przed mówieniem, unikanie kontaktu z innymi
dziećmi. Wtedy im wcześniej podejmie się terapię, tym szybciej można się
jąkania pozbyć. Zaniechanie powoduje, że jąkanie się pogłębia. - Bardzo wiele jąkających się osób całymi latami leczyło się
bezskutecznie u logopedów, a wystarczyło, że pojechali na dwutygodniowy
turnus terapeutyczny i efekty byty błyskawiczne. To jedyna droga? - Każdy przypadek jąkania jest inny,
ale terapia zawsze jest długa, wymaga własnych ćwiczeń i wsparcia
najbliższych. Na turnusach terapeutycznych leczenie jest bardzo intensywne i
wszechstronne. Są tam zajęcia oddechowe, relaksacyjne, masaże, terapia
psychologiczna. Najważniejsze jednak, że pacjenci od razu nabywają tam
umiejętności przenoszenia płynnej mowy w codzienne sytuacje. - Więc sam logopeda nie pomoże? - Jeśli
terapia ogranicza się tylko do jego gabinetu, to nie. Pozornie jest sukces,
bo po dwóch - trzech miesiącach dziecko zaczyna płynnie mówić - ale tylko u logopedy. Po treningu trzeba to wykorzystać w praktyce. Niech dziecko idzie samo kupić lody, niech o coś zapyta obcą osobę, niech zadzwoni do swego terapeuty. Bez tego cały trud może być na nic. |