”Nowa mowa, bez jąkania”
Kamil i Ariel mówią bardzo wolno, sylabizując
słowa i delikatnie stukając palcami po nodze, jakby grali na pianinie.
Spokojni, opanowani. Uczą się mówić od nowa, czyli bez jąkania. To jedni z
uczestników zajęć w Centrum Terapii Jąkania w Mikołowie. Kamil Kubica, student z
Pszczyny. Jąkać się zaczął pod koniec szkoły podstawowej. Nie pamięta, by
zdarzyła się jakaś konkretna sytuacja, która to spowodowała. Po prostu
jąkanie nasilało się. - W podstawówce mówiłem szybko, lecz się nie jąkałem.
Nawet chętnie występowałem w przedstawieniach. A w LO już od każdego
publicznego wystąpienia uciekałem, jak tylko się dało - opowiada.
Jednoznacznie trudno określić, jaki ma stopień jąkania. - Ono ma zawsze
charakter falowy. Czyli raz jest lepiej, a raz (szczególnie w stresującej
sytuacji) gorzej. Wiadomo, najtrudniej zacząć mówić. Problemem jest
„wystartowanie" z niektórymi sylabami, np. „pe", „ka" czy
„te". Różnie to jest u różnych osób -wyjaśnia. Slalomy
Długo może opowiadać o tzw.
„slalomach", czyli zastępowaniu trudniejszych wyrazów łatwiejszymi.
Najbardziej obrazowy przykład: chcąc kupić pięć bułek, prosi się o cztery „i
o jeszcze jedną". -Problem w tym, że trudnego do wymówienia imienia i nazwiska,
jak moje, zastąpić się niczym nie dało - śmieje się. Teraz, bo jeszcze
niedawno do śmiechu mu z tego powodu nie było. W towarzystwie kolegów mówiło
mu się zazwyczaj dobrze. Poważne problemy zaczynały się, gdy miał na przykład
wygłosić referat przed większa grupą. Stresem było zrobienie zakupów
(chyba że w supermarkecie) i innych zwyczajnych rzeczy, które wymagają
komunikowania się. - Gdy się tylko dało, unikałem takich stresów - przyznaje
się . Były sytuacje, których wykręcić się nie dało. - W czasie egzaminów na
studiach myślałem głównie, czy będę się jąkał, czy jakoś to pójdzie -
wspomina. - A teraz nic mi już nie sprawia problemów - mówi z przekonaniem. Spokój i sprawdziany
Kamil terapię zaczął w lipcu.
Krok po kroku wchodził w poszczególne jej etapy, od dwutygodniowego milczenia
(„zablokowania") i porozumiewania się wyłącznie pisemnie, przez
wypowiadanie głosek, sylab składających się w końcu w wyrazy i zdania. - To
uczenie się mowy od nowa, jak w żłobku - porównuje. Trzeba mówić w
odpowiednim rytmie, w którego kontrolowaniu pomagają delikatne ruchy palców i
ręki. W ramach terapii zadawane są
jej uczestnikom najróżniejsze zadania, których nigdy wcześniej nie podjęliby
się. Kamil załatwiał więc samodzielnie sprawy w banku, przeprowadził rozmowę
z wice burmistrzem Pszczyny, miał wystąpienie przed dużą grupą osób, czytał
przedszkolakom bajkę. - Dzieci nawet słuchały. Tylko nie wiem, czy bajki, czy
tego, jak wolno czytam -relacjonuje ze śmiechem. Wie, że największym
sprawdzianem, będzie powrót na studia (jest na IV roku Akademii Techniczno -
Humanistycznej w Bielsku-Białej). Kamil jest jednak dobrej myśli. Emanuje
wewnętrznym spokojem, opanowaniem, optymizmem. - Przed terapią nie było w nim
takiego spokoju - mówią rodzice. Przyjemność mówienia
Podobny spokój - tyle że z
dodatkiem totalnego luzu - wyczuwa się u Ariela Oleszaka, licealisty z
Tychów. Wysoki, długowłosy, zadowolony z siebie. Moment zawahania pojawia się
jedynie, gdy mu podają rękę na powitanie (zapomniałam, że prawa ręką pomaga
utrzymać rytm mówienia). Po chwili rozmowy już wiem, że każdy przypadek
jąkania jest zupełnie inny. Arielowi jąkanie przeszkadzało głównie w luźnej
komunikacji. - Gdy zbyt szybko cos chciałem powiedzieć, zająkiwałem się.
Następowało powtarzanie wyrazów lub sylab - dwa, trzy razy - opowiada. Na
lekcjach jednak problemów nie miał. W terapii wziął udział z inicjatywy mamy.
Jest zadowolony, bo zaczął czerpać przyjemność z mówienia (tego wolnego,
spokojnego) oraz... z obserwowania reakcji innych na jego bardzo wolną mowę.
Zapewnia, że wszystko potrafi załatwić. Nie zraziły go odmowy zorganizowania
wystąpienia publicznego (chciał poczytać coś dzieciom, poopowiadać o
terapii). Udało się to w końcu w tyskim klubie osiedlowym „Uszatek".
Poczytał dzieciakom o hipopotamach. Terapia
Kamil i Ariel są na drugim
etapie terapii. Przed nimi jeszcze pięć. W sumie terapia trwa od 9 do 12
miesięcy. To leczenie metodą prof. Lilii Arutyunian. Nie jest tanie. Jest
skuteczne, o ile tego chce jej uczestnik. Przykładem skuteczności terapii są
prowadzący ją - Henryk Czich (członek zespołu Universe) i Dawid Tomaszewski.
Obaj jąkali się od dzieciństwa. Teraz mówią spokojnie, płynnie. Opowiadają o
koszmarze, który wiąże się z niemożliwością wypowiedzenia słowa, ciągłym
stresem i uciekaniem od ludzi. Dociera to do mnie dopiero, gdy oglądam
wyrywkowe fragmenty konsultacji, czyli pierwszej rozmowy z osobami
przyjmowanymi do Centrum. W każdym geście, każdym spojrzeniu widać strach,
zdenerwowanie, wstyd, cierpienie. Bo mimo starań, nic udaje się wykrztusić
ani słowa. A gdy się już wykrztusi, ktoś - nie zrozumiawszy -może przecież
poprosić o powtórzenie i trzeba zacząć od nowa. - Jąkanie wiąże się ze
świadomością, że jest się osobą jąkającą. I że ciężko z tym żyć - mówi D.
Tomaszewski. Takim ludziom potrzebna jest terapia. W Centrum w Mikołowie w
ciągu trzech lat przeszło ją około 200 osób. Nowi
W ostatnim tygodniu leczenie rozpoczęła kolejna grupa. Osoby w różnym wieku, różnych zawodów, z różnych części Polski. W kilkuosobowych zespołach (z osobami tworzącymi, głównie rodzicami) uczestniczą w zajęciach. Nie słychać nigdzie jąkania. Uczestnicy terapii zostali „zablokowani", by mogło powstać podłoże pod nową mowę. W centrum słychać więc jedynie przeciągłe sylabizowanie, ciche i głośne „śpiewanie" samogłosek. Jakby zaprzyjaźnianie się z wydawanymi dźwiękami. Z uśmiechem i na luzie (na żadnej z twarzy nie zauważyłam zdenerwowania, strachu, napięcia). Na kolejnych zajęciach wprowadzany będzie ważny pomocnik w nowym mówieniu - palce ręki, które pomogą utrzymać właściwy rytm mowy. Jak Kamilowi i Arielowi. |